sobota, 13 października 2012

Koncert jesienny











„Róża prędko przeszła do salonu i zapaliwszy świece, wydobyła skrzypce z pudła. Na pulpicie rozłożyła partyturę. Gorączkowo podkręciła kołki, nastroiła instrument. Głowa pałała, ręce były zimne.
 - Zagram czy nie zagram? Allegra nie ma co próbować. Adagio. Pamiętam każdą nutę. Tylko czy pasaże wyjdą?
  Zupełnie tak samo wyraźnie jak szelest liści za szybą, plusk sadzawki i szkliste dzwonienie księżyca słyszała wiolonczele, flety, altówki Brahmsowskiego koncertu. Wyczekała, aż rozwieje się akord trąbek…
  Pierwsze takty skrzypcowego partu zadźwięczały blado, w palcach nie było jeszcze ciepła, w piersi za wiele żaru. Niebawem wszakże wyrównał się bieg krwi, prawa stopa ledwie widoczną pulsacją wybijała rytm, ramiona stężały na marmur, kiście nabrały miękkości.
  Poprzez kantylenę płynącą na fal klarnetów dotarła łatwo do sola, które wypadło bezbłędnie.
Upojona uległością mięśni i współbrzmieniem fikcyjnej orkiestry zwycięsko snuła pasaże. Ton nabierał z wolna mocy, forte espressivo miało już pełny wyraz, staccata, szóstki arpeggia ulatywały ze strun pasmami niezakłóconej błogości. Ostatnia fermata była jak szczęśliwe westchnienie.”

Maria Kuncewiczowa „Cudzoziemka”














czwartek, 11 października 2012

Na jarmarku















„Jarmark był wielki, co się zowie, narodu skupiło się tyla, że i przejść było niełatwo; a już w rynku pod klasztorem to Boryna przez siłę pchać się musiał, taki gąszcz się czynił między kramami. Było też tego, było, że ani przeliczyć, ani objąć gdzie by tam kto poradził.
  A najpierw te płócienne, wysokie budy, co stały wzdłuż klasztoru we dwa rzędy, zapchane całkiem towarem kobiecym – a płótnami, a chustkami, co wisiały na żerdkach i jako te maki były czerwone, że aż w oczach ćmiło, a drugie zasię całkiem żółte się widziały, a insze buraczkowe… i kto je tam wszystkie spamięta! A dziewuch i kobiet pełno tu przed nimi, że  kija nie było gdzie wrazić – która targowała i wybierała sobie, a drugie – aby ino popatrzeć i oczy se ucieszyć ślicznościami.
  A potem znów szły kramy, co się aż lśniły od paciorków, lusterek, szychów a wstążek, a kryzków onych na szyję, a kwiatuszków zielonych, złotych i różnych… a czepków  Bóg ta wie, czego jeszcze. (…)
  Były z zabawkami i takie z piernikami, gdzie z ciasta lepione były zwierze różne, a serca, a żołnierze i cudaki takie, że i nie rozeznać bele komu…”

Władysław Reymont „Chłopi”





niedziela, 7 października 2012

Smak wczesnej jesieni








„Dzień był cudowny; myślę, że nigdzie poza Rosją nie bywa podobnych dni we wrześniu.
Cisza trwała tak wielka, że można było dosłyszeć z odległości stu kroków, jak wiewiórka skacze po suchym listowiu, jak zeschła gałązka, lekko zaczepiając o konary, spada na miękką trawę – spada na zawsze, nigdy się już nie poruszy, aż wreszcie zbutwieje. Powietrze – ani ciepłe ani świeże, lecz wonne, jakby kwaskowate – leciutko i przyjemnie szczypało w oczy i policzki; cieniutka, długa pajęczyna, niby nić jedwabna z białym pośrodku kłębuszkiem, nadleciała z wolna i zaczepiwszy się o lufę strzelby, ciągnęła się w powietrzu – co było oznaką ustalonej, ciepłej pogody. Słońce świeciło, ale tak łagodnie jak księżyc.”

Iwan Turgieniew „Stepowy Król Lir”








Ciasto z gruszkami, orzechami i kokosem

125 g masła
80 g brązowego cukru
cukier waniliowy
3 łyżki koniaku (można zastąpić czystą wódką)
3 jajka
150 g mąki
100 g wiórków kokosowych)
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia

kilka gruszek
sok z cytryny
imbir
mielone orzechy laskowe



Masło utrzeć z cukrem, koniakiem i żółtkami na puszystą masę, dodać przesianą mąkę z proszkiem i kokosy, na koniec pianę z białek.
Gruszki pokroić w cienkie plasterki, pokropić sokiem z cytryny. Ciasto przełożyć do natłuszczonej okrągłej formy (średnica 26 cm). Plastry gruszek ułożyć wachlarzowo na cieście, posypać imbirem, mielonymi orzechami, odrobiną brązowego cukru (ilość cukru zależy od tego, jak dojrzałe i słodkie są gruszki)
Piec w temp. 180 ok. 60 minut.
Z tą ilością cukru ciasto nie jest zbyt słodkie, dobrze zrobi mu kleks bitej śmietany.  Można też zwiększyć porcję cukru do 100 g.



czwartek, 4 października 2012

Śliwki








„ - Chce pan śliwek?
Poszanowanie cudzej własności nie rozwinęło się w Krzysztofie od czasu wycieczek z Ottonem: zgodził się bez wahania. Bawiła się, bombardując go śliwkami. Gdy zjadł ich sporo, rzekła:
- Teraz!...
Zwlekał złośliwie. Dziewczyna zaczęła się niecierpliwić, dość już miała siedzenia na murze.
Wreszcie rzekł:
- Jazda! – i wyciągnął do niej ramiona.
W chwili, gdy miała wyskoczyć, zmieniła zamiar.
- Niech pan poczeka. Naprzód trzeba zrobić zapasy.
Zerwała najpiękniejsze śliwki, których mogła dosięgnąć i umieściła jej w wycięciu i tak już dobrze wypełnionego stanika.
- Uważnie! Niech ich pan nie rozgniecie!
Miał niemal ochotę to uczynić.
Pochyliła się naprzód i skoczyła w jego ramiona. Chociaż był silny, ugiął się pod jej ciężarem
i o mało nie pociągnął jej w tył. Byli tego samego wzrostu. Twarze ich stykały się. Ucałował jej usta wilgotne i słodkie od soku śliwek; a ona oddała mu pocałunek bez wahania.”

Romain Rolland „Jan Krzysztof”








Kruche talerzyki ze śliwkami

300 g mąki
200 g zimnego masła
100 g cukru pudru
1 jajko

śliwki
brązowy cukier
wiórki kokosowe lub mielone migdały

Przygotować kruche ciasto: do przesianej mąki dodać cukier, na kopczyku ułożyć zimne masło i siekać nożem do połączenia się składnków, wbić jajko i wyrobić ciasto. Zwinąć je w kulę, owinąć w folię i schłodzić w lodówce przez pół godziny.
Wykrawać kółka i wylepiać nimi foremki tartaletkowe. Na wierzchu każdej tartaletki położyć połówkę śliwki. Wgłębienie po pestce wypełnić wiórkami kokosowymi lub migdałami i posypać brązowym cukrem. Piec w temp. 190 st. na złoty kolor. Śliwki puszczą trochę soku i o to właśnie chodzi!

Moim zdaniem, są zniewalająco dobre, szczególnie na ciepło. I nie ważcie się myśleć o kleksach tłustej bitej śmietanki, bo to by już była nazbyt grzeszna rozkosz!



wtorek, 2 października 2012

Jesienne perspektywy









„- Niechże ci, o chcą być szczęśliwi, będą silni!
Oto orzech – ciągnął, zrywając orzech z górnej gałęzi – Aby sprawę zilustrować przykładem: oto piękny, połyskliwy orzech, który, obdarzony szczęśliwie przyrodzoną siłą, przeżył wszystkie burze jesieni. Ani jednej dziurki, ani jednego słabego punktu w tym orzechu. Ten oto orzech – ciągnął z żartobliwą powagą – podczas kiedy tak wielu jego braci upadło i zostało zdeptanych stopami przechodniów, wciąż ma przed sobą perspektywę szczęścia, jakie osiągnąć może laskowy orzech.”

Jane Austen „Perswazje”







Babeczki na wczesną jesień - orzechowe z jabłkami

2 szklanki mąki
3/4 szklanki brązowego cukru
pół łyżeczki proszku do pieczenia
pół łyżeczki sody
szczypta soli
1/2 szklanki zmielonych orzechów laskowych
pół łyżeczki cynamonu/imbiru (co kto lubi)

2 jajka
2/3 szklanki mleka
1/2 szklanki oleju

2-3 jabłka starte na grubych oczkach

Suche składniki wymieszać w jednej misce, mokre w drugej, połączyć je i lekko wymieszać, dodać jabłka. Napełniać ciastem foremki do babeczek albo mufnkowe do ok. 2/3 wysokości.
Piec w 190 st. około 20 minut, do suchego patyczka.



sobota, 29 września 2012

W słońcu








„Po obiedzie, wśród tego całego szczęścia, bezcelowości, swobody i spokoju, które zaglądały z sadu w otwarte okna – niebo, zieleń, słońce – po długim obiedzie z chłodnikiem, pieczonymi kurczętami, malinami ze śmietanką, podczas którego skrycie zamierałem z radości na widok Natalie i od oczekiwania tej chwil, kiedy wszystko ucichnie w domu w poobiedniej godzinie i Sonia (która wyszła do obiadu z ciemnoczerwoną aksamitną różą we włosach) potajemnie przybiegnie do mnie na dalszy ciąg tego, co było wczoraj, ale już bez pośpiechu i nie byle jak, natychmiast wyszedłem do swojego pokoju i przymknąwszy ażurowe okiennice, czekałem na nią, leżąc na tapczanie, wsłuchując się w gorącą ciszę dookoła, w omdlewający poobiedni śpiew ptaków w sadzie, z którego wiało z okna słodkim zapachem kwiatów i ziół i myślałem bezradnie: co ja teraz pocznę w tym rozdwojeniu – potajemne spotkania z Sonią, a tuż obok Nathalie – kiedy na samą myśl o niej ogarnia mnie taki czysty miłosny poryw, namiętne marzenie, żeby tylko patrzeć na nią z tym radosnym zachwytem, z jakim spoglądałem z rana na jej smukłą, pochyloną postać, na ostre dziewczęce łokcie, którymi półstojąc, opierała się na wygrzanej w słońcu, starej kamiennej balustradzie.”

Iwan Bunin „Nathalie”








Kruche słońca upiekłam z tego samego przepisu, co grzybki.







piątek, 28 września 2012

Grzybobranie








„…W lesie była rzeczywiście wilgoć i – choć wrzesień już się kończył – bujna zieloność. Deszczowa jesień bez przymrozków nie dała liściom zwiędnąć ani pożółknąć. Tylko kosmata trawa zrudziała i stwardniała. W sosnowym gaju leżało suche igliwie, pod którym ziemia gniła i wyrzucała z siebie całe rodziny grzybów: maślaków, kurek, surojadek, wszystkich kolorów – białych, zielonych, żółtych, czerwonych…
- Nie zbieraj tego – powiedziała Ania – Co to za grzyby!
Przeszła na ‘ty” i bardzo się denerwowała. A Tichon, jakby wcale tego nie zauważył, zajął się zbieraniem grzybów. Kijem rozgrzebał kupę igliwia i znalazł pod nią zrośnięte razem dwa białe grzybki wielkości połowy małego palca.
- Tu jesteście, łotrzyki!”

Irina Wielembowska „Słodka kobieta”









Grzybki absolutnie bezpieczne, nietrujące, a nawet bardzo jadalne:

300 g mąki pszennej
100 g cukru pudru
200 g masła
1 żółtko

Mąkę przesiać na stolnicę, dosypać cukier, na kopczyku położyć masło, posiekać nożem, rozetrzeć grudki palcami. Dodać żółtko, szybko wyrobić ciasto, owinąć je w kulę i schłodzić w lodówce przez pół godziny.
Wałkować dość cienko, wykrawać ciastka. Piec w temp. 180 st na złoty kolor.

Przepis z książki Marka Łebkowskiego "Ciasta i desery"