(…) Zapatrzonemu cichą promienność przedwieczerza i w małe złociste i białe kwiatki na gazonie przyszło na myśl, że ta pogoda jest podobna do muzyki z „Orfeusza”, której słuchał niedawno w Covent Garden. Piękna opera, niepodobna do Meyerbeera, niezupełnie nawet do Mozarta, ale w swoim rodzaju może nawet milsza; coś klasycznego, coś jakby ze Złotego Wieku, czystego i dojrzałego, a Ravogli był „niemal godny dawniejszych czasów” – najwyższa pochwała, jaką Jolyon mógł obdarzyć kogokolwiek.
Żal Orfeusza za pięknem, które tracił, za swą miłością schodzącą do Hadesu, jak w życiu miłość i piękno zwykły odchodzić – żal, rozlewny i wibrujący w złotopłynnej muzyce, niepokoił również w tęsknej piękności świata tego wieczoru.”
John Galsworthy „Saga rodu Forsyte’ów”
Ciasto marchewkowe (moja ulubiona wersja letnia)
2 szklanki marcheki startej na tarce o drobnych oczkach
1 szklanka cukru trzcinowego
3/4 szklanki oleju
3 duże jajka
1,5 szklanki mąki tortowej
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
3/4 szklanki wiórków kokosowych
Krem:
2 opakowania serka śmietankowego
kilka łyżek śmietany 18%
cukier puder
Jajka ubić z cukrem na gładką masę, następnie zmiksować z olejem, potem ze świeżo przesianą mąką z proszkiem, dodać marchewkę, wiórki kokosowe, delikatnie wymieszać.
Piec w 180 st. ok. 60 minut, do suchego patyczka.
Serek zmiksować z kilkoma łyżkami śmietany na gładką, ale gęstą masę, dodać cukier puder według upodobań. Przybrać nim schłodzone ciasto. Krem został zaimprowizowany z tego, co było dostępne w lodówce i okazał się zaskakująco dobry.
